Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (ciasteczka). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Na dobre filmy trafiam z reguły przypadkiem. Tak też było i z Koneserem w reżyserii Giuseppe Tornatore, ze wspaniałą rolą Geoffrey'a Rusha. Co jednak film tan ma wspólnego z Czechami?

Czechy oraz chyba najczęściej Praga służyły za tło niezliczonej ilości filmów kręconych przez ekipy z całego świata, że wspomnę tylko o Mission Impossible, Jamesie Bondzie, Rodzinie Borgiów, czy przepięknym Iluzjoniście. To w sumie nic dziwnego, bo rzadko się zdarza, by na tak w sumie niewielkim obszarze, można było znaleźć tak wspaniałe scenerie. Ponad to Czechy są dla ekip filmowych ciągle atrakcyjne z punktu widzenia kosztów produkcji. Podczas oglądania takiego obrazu z lubością wypatruję znajome ulice, kamienice, krajobrazy. Często też odkrywam przez to nowe miejsca, które z reguły mam okazję później znaleźć i spojrzeć na nie własnym, nie kamery okiem. Odkrywam też dzięki temu interesujące historie. Tak też było i w przypadku Konesera.

"Night and Day", to praska restauracja, która, nie wdając się w szczegóły fabuły, urasta w filmie do roli symbolu. Intryguje nie tylko związanymi z nią wspomnieniami partnerującej głównemu bohaterowi Claire (Sylvia Hoeks), ale także nazwą i, o czym przekonujemy się w ostatnich minutach filmu, niebanalnym, unikatowym wręcz wystrojem. Mnie osobiście, co wytłumaczyłem wcześniej, zainteresowała jeszcze jej praska lokalizacja. Restauracji takiej wcześniej nie znałem, ale pewnie, gdyby mnie ktoś zapytał o ewentualne namiary, stawiałbym na Vinohrady - tam jest wiele podobnie usytuowanych lokali. Jak się okazało myliłem się, bo ta znajdowała się niedaleko od Orloja i Rynku Staromiejskiego, po którym spacerował filmowy Virgil Oldman, u zbiegu ulic Koziej (Kozí) i U Miłosiernych (U Milosrdných), a więc na Josefovie. Dokładny adres U Milosrdných 852/12. 

Bingo! Radość moja została jednak szybko przesłonięta zadumą. Pivnice U Milosrdných (Piwiarnia u Miłosiernych), bo tak naprawdę nazywa się ta restauracja, niestety nie wygląda tak jak na filmie. Co więcej, od 3 sierpnia 2013 przestała funkcjonować.

Piwiarnia powstała krótko po rewolucji na początku lat 90-tych (dokładnie wiosną 1993 r.) i była jedną z ostatnich w tej części miasta typowo czeskich restauracji. Można tu było wpaść po pracy na piwo, skosztować dań dobrej lokalnej kuchni, porozmawiać z kimkolwiek o czymkolwiek. Piwiarnia miała grono stałych bywalców i to oni najbardziej żałują tego co się stało. Choć poza tym, że prowadzący restaurację dostali wypowiedzenie najmu, tak do końca nie wiadomo co się stało. Poczytny dziennik Právo, z którego to pochodzi artykuł wyłaniający się po otwarciu strony internetowej restauracji, wysnuwa teorię, że stoi za tym koncern Heineken. Według niepotwierdzonych informacji ma tu powstać większa restauracja, która pod płaszczykiem czeskości, ma oferować jedynie marketingowy produkt skierowany dla turystów odwiedzających Pragę. Świadczyć ma o tym fakt, że współwłaścicielem nieruchomości jest jeden z trenerów czeskiej reprezentacji piłki nożnej, a główny sponsor, Gambrinus, jest częścią grupy Heineken. I w sumie nieważne czy to prawda i kto w sumie miałby zrobić na tym biznes, ważne i smutne jest to, że coraz to większa komercjalizacja rynku niemiłosiernie obchodzi się miejscami wyjątkowymi, które bliskie są lokalnym społecznościom.