Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (ciasteczka). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookies w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Jakiś czas temu, z powodu wciąż rosnącej rozmiarówki, zrezygnowałem ze spożywania pączków, słodkich bułek i innego słodkiego świństwa. I mógłbym powiedzieć ze całkowicie rzuciłem nałóg, gdyby nie hanacki kołacz.

Czesi lubią na słodko. Větrníky, rakvičky, laskonky, žloutkové řezy, šátečky, kokosky, kremrole. štrúdle czy inne záviny, a nawet swojsko wyglądające koblihy, czyli tutejsze pączki. Cukrárny w Republice są wyjątkowo dobrze zaopatrzone. Nawet na wszelkiej maści uroczystościach czy konferencjach prasowych obowiązkowy jest słodki bufet, a każda młoda dziewczyna powinna się nauczyć piec vánoční cukroví, czyli malutkie, bożonarodzeniowe ciasteczka, we wszystkich konfiguracjach zdobniczych i wielkich ilościach.

Jednak królem czeskiej sztuki cukierniczej jest koláč. Jest on dla mnie kwintesencją słodkiej przyjemności, takie dolce vita. W zależności od miejsca gdzie został wypieczony jest różnie nazywany i różnić się może ciastem, wielkością czy wypełnieniem. Np. klasyczne czeskie kołacze mają 8 cm średnicy i napełniane są słodkim twarogiem, makiem i/lub marmoladą. Morawskie kołacze mogą mieć nawet 25 cm i napełniane są, a raczej nakładane są na nie powidła z jabłek, gruszek czy śliwek. A ja najbardziej lubię te malutkie, ok 5 cm średnicy, można je włożyć do ust naraz, nikt nie zauważy że coś zniknęło z talerza. Lubię też te wielkości średniej pizzy i ćwiartkami wypełnionymi mielonymi orzechami z miodem, makiem, słodkim twarogiem i marmoladą. Mniam... No i szlag trafił postanowienie.

Smacznego.

Ps.

Czesi pieką też świetne buchty, takie drożdżowe bułeczki z nadzieniem. Ale nie mówcie czasem dziewczynie że jest niezła buchta. Może się obrazić.